', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

Prawie kolorowe

Jak zmienić swoje życie? Moje się zmienia. Nie w mojej głowie, a w realu. Sposób jest prosty. Uwierz, że wszystko zależy od ciebie

Idę, a ty przyjdź do mnie ;)

szaryswit13

Zmiana rządzi moim życiem ostatnio, więc zmieniam i miejsce pisania. Nowe miejsce, nowy blog, ale tak naprawdę nadal o dochodzeniu do szczęścia, wychodzeniu poza schematy. Będzie też trochę o podróżach, książkach i kobiecej energii. Tu było fajnie, byłam kilka lat, ale teraz do widzenia. Poszukaj mnie w nowym miejscu TUTAJ, a będzie mi szalenie miło :)

Life is changing

 

moje życie się zmienia

szaryswit13

Mam już wolność, o którą prosiłam. Prostują mi się zmarszczki na czole i coraz częściej czuję się szczęśliwa. Moje życie się zmienia.

Znacie to poczucie utknięcia? Ci sami ludzie i te same gadki. Ten sam brak energii jak co dzień. Ten sam stres, ten sam strach, to samo zwątpienie. Wkurwienie w pracy. Kłótnie, które wiesz, jak się skończą (bo tak kończą się zawsze). Myśl z tyłu głowy, mam tego dosyć. I druga tuż za nią: muszę zmienić swoje życie.

Zawsze najbardziej bałam się monotonii i nudy, a chyba jeszcze bardziej utopienia w szarości-codzienności. I jeszcze tego, że życie przecieknie mi przez palce. Chciałam zmiany. Ale jak zmienić robotę, gdy jest dobrze płatna, choć czujesz się wykorzystana? Przecież nie rzucisz. Jak wyleźć z obecnego życia, skoro jest wygodne jak domowe kapcie i cieplutkie jak łóżko o poranku? Przecież nie zostawisz. Samo marzenie o zmianie to mało...

Czasami ludzie zmieniają swoje życie w nagły i spektakularny sposób (rzucają, wyjeżdżają i opowiadają o tym w telewizji), czasami dochodzą do tego powoli (mniej widowiskowo to i bez większego hałasu). Ja idę małymi krokami. Poczułam, że wszystko zależy ode mnie. Więc pucuję się od środka, wymiatam co negatywne, wpuszczam światło. Bo świat wcale nie jest zły, wprost przeciwnie, ma dużo do zaoferowania, a ja zamierzam po to sięgnąć.
I TO POCZUĆ.

dziękuję panu, choć kasa żenująca

szaryswit13

Rozmowa rekrutacyjna - nadzieja i rozczarowanie. Nie żeby nie było miło. Było. Tylko propozycja zarobków zepchnęła mnie do czarnej dziury na dobrych kilka godzin.

I siedziałabym w tej czarnej dziurze pewnie do tej pory, gdyby nie rozmowa, która kazała mi zmienić optykę. I poczułam zamiast złości, żalu i upokorzenia - wdzięczność. Wdzięczność za tę lekcję/propozycję/szansę. Wylazłam z dziury vel dupy i jestem. Patrzę na tę całą sytuację z zupełnie innej perspektywy.

Bo w końcu gość zaproponował mi żenująco niskie pieniądze, ale:

1. Chce mnie zatrudnić, choć nie ma rekrutacji, ani wakatu.

2. Rozmawia, proponuje, a mógłby powiedzieć: spadaj.

3. Chce czekać, aż podejmę decyzję i to całkiem długo.

Innymi słowy chce pomóc i wykazuje dobrą wolę.

Mówię więc: dziękuję PANU i pieprzę to, czy ma PAN w tym jakiś interes. Wybieram wdzięczność zamiast wściekania się i rozpaczy, choć moje ego skacze mi w głowie i depcze wszystkie szare komórki. Wścieka się na takie lekceważenie. Jakże to tak - MNIE tak potraktować, MNIE z wykształceniem, doświadczeniem, nazwiskiem tak upokorzyć.

Jestem wdzięczna za propozycję pracy (choć chujową). Patrzę na to inaczej - dostałam możliwość wyboru.

Dzięki wdzięczności wychyliłam się z czarnej dupy. Wyszłam z niej całkiem, gdy przypomniałam sobie, czemu nie powinnam żałować poprzedniej roboty. Przeczytałam artykuł na fejsie o ludziach, którzy wylatują lub zwalniają się sami, bo mają dość dobrej zmiany. Ja też wyleciałam. Trafiam teraz od czasu do czasu do czarnej dziury, ale odzyskałam wolność i szacunek do samej siebie. I to jest piękne :) ŻYCIE JEST KOLOROWE, NAWET NIE PRAWIE

P.S.1 Przekleństwa nie wynikają z braku kultury, a nadmiaru energii

P. S.2 Kurwa mać i chuj :)

bo we mnie jest moc :)

szaryswit13

Szczęście jest w nas, wcale nie trzeba go szukać. Świat i ludzie wokół nic do niego nie mają. Czy je czujemy, zależy od nas.

To oczywiście David R. Hawkins, którego czytam namiętnie od kilku miesięcy. Co wcale nie znaczy, że stałam się specjalistką od szczęścia, ale wierzę, że mam w tej kwestii sporo do powiedzenia. A to wystarczy, by nie ryczeć w kącie, nawet gdy życie skręca.

Przy braniu życiowych zakrętów pokrzepiająca jest też myśl, że Bóg chce dla nas szczęścia - nie cierpienia, smutku, poświęcania się, a właśnie szczęścia. Przy naszej, wszechobecnej, chrześcijańskiej kulturze to myśl świeża, wszak wpojone mamy, że na szczęście trzeba zasłużyć. A tu nagle niespodzianka - nie trzeba.

Czasami to szczęście tracę na moment
z oczu, ale wiem, że je odnajdę,
bo wiem, jak to zrobić.

I wcale nie chodzi tu tylko o rzeczy wielkie, bo te małe są cudne i sprawiają, że wszystko w środku drży jak małe zwierzątko.

Dziś to szczęście wyglądało między innymi tak :)

samotność czasami mnie kręci

szaryswit13

 20160103_0953021

Kiedy jesteśmy/czujemy się samotni to dobrze czy źle? Powinniśmy za wszelką cenę od tego uciekać, czy zaakceptować?

Facet, z którym dziś gadałam, mówi, że przyszedł na studia, by mieć kontakt z ludźmi. Poznać, dowiedzieć się, co myślą i jak myślą. Szczególnie ci, którzy decydują o przepływie kasy. Motywacja zaskakująca, ale już mniej, gdy dodam, że facet jest informatykiem, a ci od myślenia to potencjalni klienci. W tej gadce było jednak coś więcej niż tylko znalezienie pomysłu na biznes.

Taki oddech od innych mi jest potrzebny, to wiem. Mam tyle rzeczy do robienia w samotności. I to mnie kręci. Ale wiem też, że bez ludzi nie funkcjonuję. Potrzebuję kontaktu, rozmów lub choćby tylko poczucia czyjejś obecności.

To inni nas dopełniają i pozwalają spojrzeć na siebie. A najpiękniej jest, gdy nic od nich nie chcemy. Oni po prostu są, a nas to cieszy.

mam ochotę na życie

szaryswit13

Od czasu do czasu jestem smutasem.
Gdzieś przez ostatnie lata pogubiła mi się radość życia.

Taka prosta, bez konkretnych powodów, spektakularnych rzeczy, wielkich sukcesów. Taka prosta i zwyczajna radość z życia-bycia. Zdarzyło się dużo, ale nie na tyle, by ją tak po prostu zgubić. W końcu jest tyle na tym świecie fajnych rzeczy - do zobaczenia, zrobienie, doświadczenia, że radości nie można - ot tak - zatracić, stracić, zaprzepaścić. Snuję się, szukam, łażę od płotu do płotu, obijam się o ściany. Twarz ściągnęła mi powaga (by nie powiedzieć, że zmarszczki), niczym kobiecie, która już od życia niczego się nie spodziewa. A to przecież nie tak.

,,Nośmy świat niczym luźne odzienie"

Ja na życie wciąż mam wielką ochotę, na radość nie mniejszą. Muszę się tylko pozbyć tej cholernej powagi i tego co za nią - strachu, napięcia, czekania i przejmowania się, co powiedzą/pomyślą inni.

Cieszmy się. W końcu w tym życiu wszystko od nas zależy. No właśnie. Idę wygładzić twarz i dokopać się do radości, bo wiem, że mam jej w sobie całkiem pokaźne pokłady.

Kocham ten kawałek :)

Teraz mówię sercu, aby sercem było.
Ta noc do innych jest niepodobna...

 

Kobieca energia

szaryswit13

parasolki1

Przecież jak odpuszczę, to świat się nie zawali.

Spotykamy się od czasu do czasu. Same kobiety. Z założenia ma być luz i relaks. I jest, ale jest też coś więcej. Poczucie wspólnoty, rozmowy, które tylko z pozoru są o niczym. Ja dziś dostałam bardzo dużo. Kopa, by nie przesadzać, nie tragizować i przestać spinać dupę - co znowu robię, choć wcale nie chcę. Bo przecież jak odpuszczę, to świat się nie zawali. A mi, oczywiście, wydaje się, że muszę już, natychmiast rozwiązać problem i iść dalej, bo przecież życie przecieka przez palce.

A tu kurcze nie przecieknie, jak chwilę poczekam. WOW

Była też w tym energia - nie wiem, czy kobieca, czy po prostu energia, która pozwoliła mi pozbierać się po dołach dnia dzisiejszego (było też i wino, które niewątpliwie nie pozostało bez znaczenia). Ale przede wszystkim poczucie: człowieku, nie jesteś sam. Są inni obok Ciebie. A to bardzo ważne poczucie. I ci inni nie muszą specjalnie nic robić, bo nie o to chodzi. Ważne, że są.

Dzięki dziewczyny za ten wieczór. Bez spiny, na luzie, z poczuciem, że jedną z życiowych wartości jest posiadanie przyjaciół.

Spokojnie poczekam, bo świat jest perfekcyjny

szaryswit13

A mi dziś w głowie psy szczekają i wiatr hula. A i jeszcze czarne chmury. Wiem, że to stan przejściowy. Minie, przepłynie. Przeczekam.

Ale mam i tak ochotę pozgrzytać zębami. Taki czas. Bo świadomość tego, co się z nami dzieje, wcale nie znaczy, że dziać się tak od razu przestanie. Odpuszczam, bo i tak faceta, który jest obok mnie, nie zmienię, świata też nie. Poczekam, aż halny ustanie, psy zamilkną, chmury znikną. Poczekam, spokojnie. W końcu to moja głowa i moje szalejące w niej ego.

Mała dziewczynka wystraszyła się, że świat jest dla niej za duży. Nie przestała marzyć, ale zaczęła wątpić, że marzenia się spełniają. A jednak - po kilkunastu latach - się spełniły, może nie do końca było wszystko idealnie, jak w jej głowie, ale było. Tylko, że tego nie widziała. Szukała wciąż czegoś, czekała na coś. Dużo było tęsknoty, pragnień i obaw, że życie przecieka przez palce. Mało poczucia szczęścia i radości. Potem o marzeniach zapomniała. Psy szczekały, wiał halny i chmury były - wiecie jak to jest, gdy zaczyna się za mocno zaciskać zęby i spinać pośladki. Straciła kontakt z samą sobą. I trzeba było dużo lekcji od życia, by przypomniała sobie, że można marzyć. A potem jeszcze kilka kolejnych, by przypomniała sobie także i to - te marzenia się spełniają.

A tak poza tym, to...
Akceptuję ten dzień i siebie w nim, i wszystko wokół.
Co jest, to jest i co ma być, to będzie.
Świat wokół nas jest perfekcyjny, my też :)

Wow, że też tak łatwo i tak szybko się o tym zapomina.

,,Gdy tylko zmienimy nasze świadome i podświadome nastawienie /w tym przede wszystkim ładunek energetyczny, czyli uczucia/ do każdego obszaru naszego życia – z negatywnego na pozytywny – ten dokładnie obszar ulegnie transformacji…"

Adam Krasowski

 

jest w tym jakaś tajemnica

szaryswit13

 kubek1

Jestem cholernie ciekawa, co z tego wszystkiego wyniknie. Po prostu ciekawa. Od dawna nie patrzyłam na świat w ten sposób.

Wcześniej spoglądałam na siebie i życie bardziej ze strachem, teraz patrzę z ciekawością. A to niezły fan jest. Tak się po prostu nie przejmować, czytaj: nie nakręcać wewnętrznie, bo nie o brak działania tu przecież chodzi.

Nie przejmować w znaczeniu analizować, przypuszczać i planować coś, o czym nawet w przybliżeniu nie mamy pojęcia, jak się potoczy. Wyobrażać sobie siebie w roli - i tu w zależności od nastroju, pory dnia i nastawienia -

A) wygranej, B) lekko przegranej, c) totalnie pokonanej.

Kiepski reżyser, scenariusz jak z trzeciorzędnej powieści, aktorzy-amatorzy, ale film się w głowie kręci. Muzyka napierdala coraz bardziej, lektor podnosi głos, bo za chwilę jakaś tragedia będzie (to tak koło trzeciej w nocy, w stanie najwyższej bezsenności), albo przynajmniej jakaś łzy wywołująca melodramatyczna scena (to w ciągu dnia, gdy zmory nie mają dostępu). Takie kino w głowie z sobą w roli głównej, czynne 24h na dobę. Oglądasz, czy chcesz, czy nie chcesz. Pamiętam, bo jeszcze czasami do niego wracam. Na szczęście coraz rzadziej i na coraz krócej.

Ja teraz ciekawa jestem, do kina nie chodzę, czekam, co się wydarzy. Bo co ma być, to będzie. Jest w tym jakaś tajemnica. Tadam :)

 

szczęście za darmo

szaryswit13

Dociera do mnie powoli taka prawda: świat jest perfekcyjny.

Moc-Wyższa Świadomość-Bóg (czy jak kto pragnie sobie nazwać to, co jest większe od nas) wcale nie chce mojego cierpienia, poświęcania się czy trwania w poczuciu nieszczęścia. Wow. Po prostu pięknie.

A zawsze wydawało mi się, że szczęście jest limitowane i wcześniej czy później przyjdzie za nie zapłacić. Bo to raz miałam wyrzuty sumienia, że jestem szczęśliwa? Zawsze się bałam, że spotka mnie za chwilę kara. Coś się zawali, spieprzy. Dlaczego miałoby się tak stać? Nie wiem, może  po prostu wdrukowane miałam od dzieciństwa, że życie nie jest proste i lekkie. Że nie możesz być człowieku - ot tak - zbyt długo szczęśliwy. I zawsze w takich chwilach grał mi w głowie ten jeden kawałek:

Teraz dowiaduję się, że jest inaczej. Że szczęście, miłość, radość są przeznaczeniem, są dane, tylko trzeba umieć je odkryć. Tak bez kary i bez płacenia. Ważna jest intencja.

Muszę jeszcze tę wiedzę zaadaptować, wciągnąć, poczuć i przyswoić. W końcu nie tak często zobaczyć można szczęśliwego człowieka... Takiego naprawdę szczęśliwego, który nie marudzi, nie narzeka, cieszy się światem, życiem, sobą. Wszystkim.

jeśli będę chciała, po prostu to zrobię

szaryswit13

Przepraszam, że może trochę patetycznie, ale o wolności będzie.

Tej wewnętrznej, która niekoniecznie od razu oznaczać musi machanie biało-czerwoną flagą i wykrzykiwanie niepodległościowych haseł. Gdy jest, nawet o niej nie myślimy. Ja w każdym razie nie myślałam przez większość mojego życia. Bo była czymś oczywistym.

Jestem z pokolenia, które braku wolności aż tak bezpośrednio nie odczuło. Gdy dojrzewaliśmy, przyszła wolna Polska. Wcześniej obserwowaliśmy to, co się działo, przez pryzmat rodziców, ale nie było w tym zbyt wiele naszych rozterek, wahań, czy wyborów. Dorosłe życie dopiero się zaczynało, nie zdążyliśmy poczuć na własnej skórze, jak to jest o tę wolność walczyć. Potem przez całe lata nie musieliśmy.

Jakiś czas temu poczułam, że mi jej brakuje. Wolności właśnie. Po raz pierwszy w życiu. Wolności myślenia, mówienia, działania. Swobody. Spójności tego, co robię, z przekonaniami czy światopoglądem. Czy te ograniczenia nałożyłam na siebie sama, czy rzeczywiście były konieczne, do końca nie wiem. Wiem, że poczułam, że nie jestem wolnym człowiekiem. Bo to, co miałam w środku, nie zgadzało się z tym, co na zewnątrz. Rozjeżdżało się każdego dnia. A jak się życie rozjeżdża i stoisz okrakiem na dwóch różnych biegunach, zaczyna boleć. Mnie bolało.

Dziś - jak bardzo patetycznie by to nie zabrzmiało - czuję się wolna. I wcale nie chodzi o to, że polecę zaraz na manifestację, zapiszę się do partii, czy zasypię facebook politycznymi memami. Chodzi o to, że mogę to zrobić i jeśli będę miała taką potrzebę, po prostu zrobię. Bez wewnętrznej cenzury i strachu. Wyzwoliłam się z poczucia konieczności podporządkowania się budzącym opór ludziom i sytuacjom.

JESTEM WOLNA :)

 

ulga

szaryswit13

Gdy nagle wiesz, że wszystko zależy tylko od ciebie.
Nie od świata. Nie od innych. Nie od przypadku, czy łutu szczęścia.
Ulga.
Poczułam ją dziś ☺ Tyle i aż tyle.

swiatlo2

 

co w głowie, to i w życiu

szaryswit13

Czuję się z lekka rozebrana. Przy tym nie o rajtki i koszulę chodzi, a duchowe rozbieranie - takie powolne i nieco wstydliwe, może trochę jak dla kochanka... Teraz śmieje mi się łatwiej, na jodze ciało bardziej mnie słucha, a i życie wygląda zdecydowanie atrakcyjniej.

Jestem szczęśliwa i nie mam zamiaru nikomu tego poczucia szczęścia oddać. Więc nie dzwońcie, że strasznie, łolaboga, okropnie, bo ja z drugiego końca powiem, że świetnie i pięknie zarazem. Może nam się świat trochę rozjechać. Bo na to wygląda, że każdy ma swój. Ile ludzi tyle przekonań, spojrzeń i oglądów, a my zakładamy, że jest jeden...

,,Wszystko, czego doświadczamy, jest naszymi własnymi myślami, uczuciami i przekonaniami, projektowanymi na świat i to one w rzeczywistości powodują, że rzeczy się dzieją."

David R.Hawkins

śmiechu mi trzeba

szaryswit13

Radość w sobie już mam, jeszcze tylko muszę coś zrobić, żeby było ją po mnie widać.

W tym miejscu stanowcze kurwa mać aż się prosi, więc dodaję: kurwa mać. Po co mi pytania: co jesteś taka smutna, albo jeszcze gorzej: taka zła. A ja nie jestem. W środku to mi nawet ptaki śpiewają i trwa się zieleni, ale jeszcze się nie nauczyłam o tym mówić. Więc teraz ćwiczę uśmiech.

Śmiechu mi trzeba - spontanicznego, głupiego, jakiegokolwiek. Utkwiła mi gdzieś w głowie straszna powaga, skąd i dlaczego?

 

perfekcyjnie

szaryswit13

,,Aby wszystko wydarzyło się dla najwyższego dobra wszystkich, aby wszystko działo się perfekcyjnie"

To myśl na jutro, bo będzie się trochę działo. Moje życie ostro skręca i jestem bardzo ciekawa, co to będzie. Na pewno jestem z tym szczęśliwa, choć czasami czuję, jak coś mocno ściąga mnie w dół. Na szczęście - na krótko.

To tak, jak z tym snem o kimś, kto kocha. Nie chodzi wcale o konkretną osobę, ale energię, w której wszystko, co z taką miłością się wiąże, jest - radość, fascynacja, tajemnica, ciekawość, ochota i nadzieja. Czasami to ułamek sekundy, a dostajesz piękny prezent na długo. I nie trzeba wcale słów, zresztą nikt by tego wszystkiego tak w jednej chwili ci nie powiedział, bo i jak, i może po co.

A tak masz poczucie, że ta miłość gdzieś tam jest... Bo świat jest perfekcyjny, tylko trzeba w to uwierzyć.

PS. Ten kawałek po prostu piękny, niekoniecznie adekwatny do tego, co powyżej

A to podobno nie tak...

szaryswit13

Zawsze chciałam, by coś, na co czekam, wydarzyło się już, w tej chwili. To takie wewnętrzne osiolek8przebieranie nogami. Mieszanka radości i strachu. Bo później się może nie zdarzyć, bo coś się popsuje. Już, już. A to podobno nie tak. Zupełnie nie. Uczę się więc cierpliwego czekania. Przecież, jeśli coś ma być, to będzie :)

,,Gdy jesteśmy w stanie wewnętrznego poddania, przestaje istnieć presja czasu. Frustracja bierze się z chęci, by coś wydarzyło się natychmiast, zamiast pozwolenia, by zaistniało w swoim czasie."

To David R. Hawkins. Ten pan powolutku zmienia moje życie.

 

dostajemy to, co chcemy...

szaryswit13

pomost,

,,Jeśli się to wydarzy, to dobrze, a jeśli się nie wydarzy, to też dobrze." Tę myśl Davida R. Howkinsa wpisałam wczoraj. Przez noc nabrała mocy. Dziś się wydarzyło. Kolejna zmiana. Tym razem zawdzięczam ją ,,dobrej zmianie". Kolejna lekcja i znak, że trzeba iść dalej. Więc idę.

,,Dostajemy to, co chcemy, kiedy przestajemy się tego domagać."

 

przestań być smutasem

szaryswit13

arbuz

Mówię sobie czasami: przestań być smutasem.

Smutasy są tragiczne w swej misji zbawiania świata, nie mają przyjaciół i z pewnością (na pewno jest mnóstwo badań naukowych na ten temat) żyją krócej. Sprawiają przy tym wrażenie sztywniaków i budzą ochotę, by omijać ich z daleka. Fakt faktem, zapomniałam trochę, jak nie być smutasem. Zaciskam szczękę i ściskam pośladki, bo przecież to życie to takie kurewsko poważne jest. Po cholerę tak tyłek ściskam. Świata nie zbawię, ludzi nie zmienię.

Fajnie by było pośmiać się od czasu do czasu. I taki jest plan na jutro. Pośmiać się, jak nie z tego, co na tym świecie, to z siebie. Koniec ze smutasem w głowie. Tak naprawdę to kwestia przypomnienia sobie, jak to jest, a odpowiednia wtyczka sama się wepnie do właściwego kontaktu i zapali się światło.

obudziłam się z myślą, że on tam jest...

szaryswit13

Obudziłam się z myślą, że on tam jest. Ktoś, kto mnie kocha. Ot tak, po prostu. Gdzieś tam, nie do końca wiem, gdzie, ale nie wydawało się to istotnie. Jak i to, że nie bardzo było wiadomo, o kogo chodzi. Faceta, który jest obok? Kogoś nowego, kogo jeszcze nie spotkałam? A może kogoś, kogo spotkałam na moment? Boga, wyższą świadomość, moc, większą niż my sami i ten świat do kupy razem? Sensu nie było w tym śnie za dużo. Pozostało poczucie szczęścia, które ustawiło mi cały dzień. Emocje i to przekonanie gdzieś tam w brzuchu na dole (tak trywialnie mówiąc mniej więcej w okolicach pępka), że jest dobrze, będzie dobrze. Na pewno się kiedyś spotkamy i poczuję to raz jeszcze. Taki dar na miły początek dnia.

Bo może my - jedząc, pracując, chodząc z siatami zakupów, oglądając telewizję, gadając z ludźmi, marząc i przeklinając (kurwa, kurwa, kurwa - ach jak to lubię czasami) - po prostu śpimy? Śpimy w wannie, na kanapie, przy biurku i kinie, a ktoś wyświetla nam w głowie sny o życiu i naszej w nim wielkiej roli. Słabe na ogół i pełne melodramatycznych scen, że Boże jak ciężko i o Jezu już nie mogę, że cholera i kurwa mać, czasami: jest fajnie i życie jest piękne (to po alkoholu najczęściej), ale później znów, że cholera i że mać, i że sił nie ma, a tamten pan i ta pani to niech się pierdolą.

Może z tego życia-snu budzimy się na moment w tym śnie prawdziwym, by poczuć rzeczywiste uczucia? Jak ja dziś rano? Tamto jest jawą, a to snem, tylko nikt nam o tym nie powiedział. Że niby to już było? Że ,,Sklepy cynamonowe", ,,Matrix" i tysiące innych twórców, poetów spełnionych mniej czy bardziej, filozofów zamyślonych gadało już o tym? No i co z tego. Cytując klasyka (Tuwima dokładnie): pocałujcie mnie w dupę, że było. Ja to poczułam i poczułam, że dobrze mi z tym, i że dobrze będzie. Ha!

gdy zamykają się jedne drzwi

szaryswit13

Ludzie, których spotykasz, mogą ci dać energię dobrą albo złą. Mogą cię - świadomie lub nie - popchnąć do zmiany, naprowadzić na coś nowego. Ale są i tacy, którzy ściągają w dół, tylko o nich nie będzie, bo i po co.oka

W ten weekend spotkałam takich, którzy dali mi do myślenia - bo robią fajne rzeczy, bo zmienili się i są szczęśliwi lub wprost przeciwnie - spotkała ich tragedia, ale to, jak sobie z nią radzą, daje wiarę i energię. Może dzieje się tak, bo sama wciąż szukam, albo - co właśnie przeczytałam tu - próbuję stworzyć siebie na nowo. 

 

Kim chcę być? Wiem. Co chcę robić? Wiem. Gromadzę energię, buduję wiarę, myślę pozytywnie. Po ostatnich doświadczeniach chcę wrócić do tego, o czym zawsze myślałam. Bo te ostatnie doświadczenia pokazały, że to ważne i nie mogę odpuścić. Zamienniki są może dobre w aptece, w życiu długo się na nich nie pojedzie.

Dziś jedna z tych spotkanych znajomych powiedziała mi: gdy zamykają się jedne drzwi, otwierają się inne. Wierzę, że tak jest.

© Prawie kolorowe
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci